Ludzkość od lat szuka rozwiązania, cudownego leku na chorobę zwaną śmiercią. Pewnym rozwiązaniem może być krionika, czyli proces ochładzania ciał ludzi, których współczesna medycyna nie jest w stanie utrzymać przy życiu. Zwłoki przechowywane są w temperaturze ciekłego azotu, czyli -196 stopni Celsjusza, a pierwotnym założeniem całego procesu jest ponowne przywrócenie ich do życia, gdy medycyna będzie już na poziomie pozwalającym na ich wyleczenie.
Czy zamrażanie osoby zmarłej ma sens?
Zgodnie z przeprowadzonymi badaniami, ciało osoby zmarłej przechowywane w temperaturze ciekłego azotu, hamuje wszelkie reakcje chemiczne jakie w nim zachodzą. Należy zaznaczyć, że zamrażane mogą być jedynie osoby uznane za zmarłe, przepisy żadnego z krajów nie zezwalają na zamrożenie żywej osoby. Oznacza to, iż dopiero po orzeczeniu zgonu danej osoby, można przystąpić procesu krioniki. Można by się zastanawiać, jaki sens ma zamrażanie zmarłego już człowieka. Specjaliści zajmujący się zamrażaniem swoich klientów twierdzą, że stan w którym dziś orzekamy zgon pacjenta, wcale nie musi determinować jego zgonu w przyszłości. Przytaczanym często, dość obrazowym przykładem jest udzielanie pomocy komuś poszkodowanemu w wypadku. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu sprawdzilibyśmy czy dana osoba oddycha, dziś wykonalibyśmy RKO oraz wezwali pomoc medyczną, wyspecjalizowaną w technikach ratowania ludzi. Zwolennicy krioniki argumentują, iż to co jest niemożliwe do wyleczenia dzisiaj, jutro może być czymś zupełnie niegroźnym.
Czy proces zwany krioniką działa?
Nie możemy się jednak oszukiwać, celem samym w sobie jest wskrzeszenie pacjenta, człowiek, który został uznany za zmarłego, po kilkudziesięciu latach ma zostać odmrożony i przywrócony do życia. Czy to możliwe? Jak na razie żadna z zamrożonych osób nie została rozmrożona. Nie wiadomo też, jak przebywanie w tak niskiej temperaturze będzie wpływać na organizm. Jasnym jest, że zamrożenie zabiłoby człowieka, jednak specjaliści od kroniki stworzyli specjalny proces, który minimalizuje ryzyko zniszczenia komórek.
Zjawisko lizy
Zgodnie z tym o czym wspominałem wcześniej, ciało umieszczane jest w ciekłym azocie w celu zahamowania wszelkich reakcji życiowych oraz metabolizmu. Niezwykle istotnym jest, aby proces ten został przeprowadzony bardzo szybko, ciało winno być schładzane o kilka lub nawet kilkanaście stopni Celsjusza w ciągu jednej sekundy. Jednakże, w chwili zamrażania, powstaje zjawisko zwane lizą, woda która znajduje się w organizmie zostaje zamrożona, a następnie tkanka zostaje bezpowrotnie niszczona przez rozsadzający ją lód. Konieczne więc stało się opracowanie metody odparowania wody z organizmu, tak aby potem wprowadzić do ciała krioprotektanty, zapobiegających lizie. Ponadto, wprowadzana jest także specjalna mieszanka glicerynowa, która zabezpiecza przed wytrącaniem się kryształków lodu z przestrzeni międzykomórkowych. Ciało przygotowane w ten sposób, umieszczane jest w hermetycznej komorze, ze specjalnie przygotowanej stali, w pozycji do góry nogami. Pozycja ta jest nieprzypadkowa, jakakolwiek awaria aparatury spowoduje, iż mózg, najważniejszy z narządów, zostanie uszkodzony jako ostatni. Warto dodać, że najnowsze krioprotektanty były testowane na zwierzętach, i mózgi poddane ich działaniu, nie wykazywały żadnych śladów uszkodzeń.
Ile to kosztuje?
Zachęceni? Pozostała tylko kwestia kosztów. W przypadku firmy Alcor, najbardziej rozpoznawalnego przedsiębiorstwa z branży krioniki, jednorazowa opłata za zamrożenie to niebagatelny koszt 200 tysięcy dolarów. Ponadto, klienci Instytutu muszą opłacać roczne składki w wysokości 500 dolarów. Zamrożenie samego mózgu to koszt 80 tysięcy dolarów.
Głośnym przypadkiem w Europie, była historia czternastoletniej dziewczynki z Wielkiej Brytanii, która chorowała na bardzo rzadki, nieuleczalny typ raka. Nastolatka dowiedziała się o krioterapii i poprosiła sąd o wydanie zgody na zamrożenie jej ciała, po to, aby można było je odmrozić, gdy choroba ta będzie już uleczalna. Sędzia Peter Jackson wydał zgodę i w ten sposób po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii zamrożono człowieka. Pieniądze na transport dziewczynki do Stanów Zjednoczonych oraz krioterapię zebrali dziadkowie dziewczynki oraz organizacje zajmujące się upowszechnianiem krioniki.
